wtorek, 24 marca 2015

우리 두 사람 - the two of us

Tytuł: The two of us
Pairing: Boyoun (Yibo x Seungyoun, UNIQ)
Typ: fluff
A/N: Pisane w oczekiwaniu na comeback UNIQ. Uznaje to ff oficjalnie za przeklęte, gdyż podczas pisania usunęło się aż trzy razy, przez co wyszło krótsze niż pierwotnie. Za błędy nie odpowiadam, gdyż nie sprawdzałam dokładnie. Enjoy. 

-Yibo – wymruczał w poduszkę Seungyoun, po czym z ociąganiem przewrócił się na plecy, zrzucając z siebie kołdrę. Dzisiejszy dzień miał być o wiele luźniejszy, dlatego też nie śpieszył się z wstawaniem. Nie to żeby kiedykolwiek się spieszył, po prostu tego dnia mógł się lenić bez wyrzutów sumienia.-Yibo! – wykrzyczał po chwili. Nie doczekawszy się odpowiedzi, po omacku złapał telefon, który leżał koło jego głowy i rzucił nim w łóżko obok. Liczył, że uderzy nim współlokatora, przez co tamten się obudzi, a może nawet usłyszy jakąś wiązankę przekleństw czy oburzony krzyk, tak jak to zwykle miało miejsce. Jednak tym razem odpowiedziało mu jedynie głuche klapnięcie, gdy telefon uderzył w poduszkę. Odrobinę zaskoczony, gwałtownie uniósł się do siadu, patrząc na lóżko obok. Idealnie ułożona pościel, a przede wszystkim brak chudego, zaspanego cielska bardzo rzucał się w oczy. Yibo zawsze wstawał pierwszy, lecz nie wychodził na śniadanie ani na trening sam. Dla Seungyouna było to jak zdrada, jak złamanie swego rodzaju niepisanego kodeksu.-Frajer, pewnie poszedł mi wszystko zjeść – mruknął do siebie, przecierając zaspane oczy. Wstał z łóżka, niemal przewracając się o leżącą na podłodze kołdrę i powłóczył nogami w stronę kuchni.  Nie wpadł na pomysł sprawdzenia godziny, lecz nie mogło być późno, więc był pewny, że zastanie swojego współlokatora w kuchni. Przy stole jednak siedział jedynie Wenhan, tępo patrząc się w miskę z płatkami. Seungyoun spojrzał na niego z żalem, czując niesamowite wyrzuty sumienia, że to biedne jedzenie musi być spożywane w tak pozbawiony uczuć sposób. Westchnął ze smutkiem, przypominając sobie o głównym celu swojego nagłego pojawienia się w kuchni.- Gdzie jest Yibo? Hm? – Dosyć agresywnie zapytał chłopaka, który spojrzał na niego przerażonym wzrokiem, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Wyczekiwał jakichkolwiek słów z jego strony, lecz szybko zdał sobie sprawę, że nie ma na co liczyć.-On w przeciwieństwie do ciebie jest na sali od samego rana i ćwiczy – odpowiedział nagle Sungjoo, wyglądając zza drzwi lodówki, na co Seungyoun podskoczył z głośnym piskiem. Miał wrażenie, że chłopak pojawił się w pomieszczeniu niczym duch, gdyż wcześniej go nie zauważył. Wziął kilka głębszych oddechów, po czym odkaszlnął, udając, że nic się nie wydarzyło. Podszedł do chłopaka i odepchnął go na obok, aby dostać się do lodówki.-To tylko zjem coś i idę – mruknął, przyglądając się jedzeniu i zastanawiając na co ma ochotę.-Może byś się ubrał najpierw. Chyba, że chcesz świętować urodziny w piżamie. Ja nie wnikam, to już twoja sprawa – powiedział Sungjoo, zabierając jedzenie, które sobie przygotował i zajmując miejsce przy stole obok Wenhana. Słowo ‘urodziny’ obijało się po głowie Seungyouna niczym piłka. Chłopak zamknął lodówkę i uśmiechnął się do swojego odbicia, które pojawiło się na jej lśniącej powierzchni. Z nieukrywaną przyjemnością myślał o prezentach i innych przywilejach bycia jubilatem.  -Nie zapominaj, że nie tylko ty świętujesz – upomniał go Sungjoo, nawet nie patrząc w jego stronę. Seungyoun w jednej chwili zrobił się szary, niczym jego lodówkowe odbicie. Spojrzał na pochłoniętego jedzeniem chłopaka, po czym z przerażeniem wybiegł z kuchni. Wpadł jak burza do pokoju i pośpiesznie ubrał się, wyrzucając sporą część ubrań z szafy. Złapał telefon i portfel, po czym ruszył do wyjścia, ignorując wołającego go Sungjoo, w końcu miał ważniejsze rzeczy na głowie niż jego marudzenie.*Trzymając w dłoniach małą paczkę, zawiniętą w ozdobny papier, spoglądał na zegarek wiszący na ścianie przed nim. Mijały kolejne godziny, a on nadal siedział w pustej sali, czekając na Seungyouna. Spodziewał się, że chłopak będzie spał długo, może nawet dłużej niż zwykle, dlatego poprosił Sungjoo, aby sprowadził go do sali treningowej, w razie potrzeby budząc go trochę wcześniej. Tymczasem wyglądało na to, że jego prośba została całkowicie zignorowana. Nie był zły, raczej rozczarowany, że w takim dniu siedzi sam. W momencie, gdy już chciał sobie odpuścić i wrócić do pokoju, usłyszał dziwny dźwięk dobiegający z korytarza, jakby ktoś biegł. Osoba ta musiała się bardzo spieszyć, gdyż próbowała wejść do sali zanim jeszcze otworzyła drzwi, co skończyło się hałaśliwym zderzeniem. Yibo zaśmiał się cicho, gdy usłyszał charakterystyczny jęk rozpaczy Seungyouna. Odłożył na bok niewielki prezent i ruszył pomóc przyjacielowi, który właśnie wchodził do sali, wyglądając jak uosobienie bólu i cierpienia. Chłopak spoglądał ze smutkiem na pogniecione pudełko, które trzymał w dłoniach. - Yibo! - zaczął, podnosząc wzrok na blondyna. - Długo już tu jesteś? Mam nadzieję, że nie. Nie wiedziałem, że tu czekasz. Dopiero, jak wróciłem to Sungjoo mi przekazał, żebym przyszedł tutaj. A ja tylko musiałem pójść kupić coś na twoje urodziny, bo przecież nie mogłem przyjść z pustymi rękoma. I kupiłem tort! Czekoladowy, bo lubisz czekoladę, prawda? Tyle, że chyba się trochę zniszczył teraz... Ale jakoś to naprawię! A jak nie to... Coś wymyślę! Seungyoun mówił bardzo szybko, jakby ktoś stał obok i mierzył mu czas. Yibo zaśmiał się, słysząc ten słowotok i bez słowa zabrał pudełko z jego rąk, przerywając tym wywód przyjaciela. Wewnątrz znajdowała się czekoladowa papka, dobitnie świadcząca o tym, że tort naprawdę dużo przeszedł w drodze na salę. Młodszy włożył palec do pudełka i oblizał go. - Smakuje dobrze, więc masz szczęście. Spróbuj - odparł, po czym podsunął tort bliżej niego. Seungyoun bez wahania włożył twarz w czekoladową masę. - Faktycznie bardzo smaczny - powiedział, oblizując usta. Uśmiechnął się do przyjaciela, po czym podszedł bliżej luster i przeglądając się, zaczął wycierać twarz koszulką. Yibo przyglądał się temu z nieukrywanym rozbawieniem. Odłożył zmasakrowane pudełko i sięgnął po prezent dla Seungyouna. - Ostatnio chciałeś taką, więc powinna ci się spodobać - powiedział, wręczając chłopakowi pakunek. - Dziękuję, nie spodziewałem się - odparł z nieco udawanym zdziwieniem starszy, przyjmując prezent i zaczynając go otwierać. W rzeczywistości spodziewał się, że coś dostanie, wręcz tego wyczekiwał, lecz gdyby to powiedział to mógłby zostać pozbawiony podarunku a tego nie chciał. Zdarł z paczki ozdobny papier, w którą ją zapakowano, a jego oczom ukazała się ładnie złożona, nowiutka koszulka, dokładnie ta, za którą płakał podczas ostatnich zakupów. Wtedy nie mógł jej kupić, gdyż jej cena znacząco przewyższała jego możliwości finansowe. Spojrzał na Yibo, nie kryjąc swojej radości, po czym bez wahania przebrał się w swój prezent, porzucając ubrudzoną tortem koszulkę gdzieś na podłodze. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - wykrzykiwał raz za razem, biegając i skacząc po całej sali. Szczęście musiało być ogromne, gdyż chłopak zdawał się wcale nie tracić sił. Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy niespodziewanie zahaczył koszulką o klamkę, rozdzierając materiał z boku na całej długości. Niemal ze łzami w oczach spojrzał na podarty prezent, po czym podniósł wzrok na Yibo.- To da się zszyć, prawda? - zapytał z nadzieją w głosie. Młodszy nie odpowiedział mu, jedynie z powątpiewaniem patrzył na ogromną dziurę, przez którą widać było żebra, brzuch, a nawet fragment bioder chłopaka. - Będę chodził w tym z dumą, wmawiając ludziom, że tak miało być. Dziękuję  - odparł pewnie Seungyoun, przytulając mocno Yibo w ramach podziękowania. Młodszy oparł głowę na jego ramieniu, wzdychając cicho. - Nie chce, żebyś w tym chodził. I nawet nie chodzi już o to, że wygląda to idiotycznie, a raczej o to, że nie chcę, aby ktoś widział Twoje ciało - powiedział Yibo, przesuwając dłoń po odkrytym teraz boku chłopaka. Opuszkami palców badał jego skórę, z trudem odciagając od siebie myśl, aby całkowicie zedrzeć z niego koszulkę. W odpowiedzi Seungyoun jedynie kiwnął głową. Odsunął się od blondyna, słysząc głosy Sungjoo i Yixuana blisko sali. - Przepraszam za ten prezent. Jeszcze jakoś ci się za to odpłacę, w końcu przed nami cały dzień i noc - powiedział, uśmiechając się do niego porozumiewawczo, po czym krótko pocałował jego usta, odrywając się od niego tuż przed tym, jak reszta weszła do sali, aby złożyć im życzenia. Momentalnie zrobiło się głośno i jakby bardziej tłoczno. Yibo lubił wszystkich z zespołu i nie miał nic przeciwko ich towarzystwu. Jednak zdecydowanie wolał, gdy był z Seungyounem.

Tylko ich dwoje.




niedziela, 22 marca 2015

시노시작 - little promise

Tytuł: Little promise
Pairing: Dongseok (Donghyuk x Hongseok, iKON)
Typ: angst 
A/N: To tylko krótkie i daremne ff, w które przelałam swoje emocje po skończeniu Mix&Match. 


Donghyuk patrzył wzrokiem pełnym złości w stronę wchodzącego chłopaka. Nowy trainee. Nowy wróg w walce o miejsce w zespole. Nawet nie próbował być miły dla niego. Nie miał zamiaru spoufalać się z kimś, kogo chciał wyeliminować. Patrzył uważnie, jak tamten usilnie stara się złapać kontakt z pozostałymi. Starał się skupić na jego śpiewie, ale to także mało go obchodziło.
Hongseok. Nie jesteś jednym z nas. Nigdy nie będziesz.
- Nieźle śpiewasz – zaczął Donghyuk podchodząc do nowego, a na twarzy tamtego pojawił się niezdarny uśmiech. – Ale nie zajmiesz mojego miejsca.
W jednej chwili atmosfera zrobiła się ciężka. Dong od razu opuścił salę, nie dając nowemu okazji do zareagowania. Nie miał możliwości zobaczyć pełnego smutku wyrazu twarzy Hongseoka, zmuszonego do przebywania z ludźmi, którzy odtrącili go na samym wstępie.
*
- Hongseok spróbuj znowu! – krzyczał kolejny raz Hanbin. Wszyscy byli już zirytowani czekaniem, aż nowy wreszcie nauczy się układu. Nie ważne, ile razy powtarzali kroki, on zawsze był w tyle.
- Dobra, to nie ma sensu – zaczął lider, tracąc cierpliwość. – Donghyuk, zostaniesz z nim dzisiaj i mu pomożesz.
Chłopak zamarł słysząc swoje imię. Nie dał po sobie poznać, jak bardzo był zły. Mógł to zrobić każdy, więc dlaczego on? Zgodził się tylko dlatego, że nie miał innego wyjścia.
*
- Pokazuję ci to od godziny, a ty nadal nie rozumiesz – zdenerwował się Donghyuk. Przestało go obchodzić to, że Hongseok był od niego starszy.
- Już zaczyna mi wychodzić – bronił się nowy. Dong tylko prychnął i usiadł przy komputerze, obserwując dokładnie poczynania Hongseoka.
Chłopak ze skupieniem wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze, uparcie powtarzając kroki. Było w tym coś imponującego. Wszyscy mówili mu, że jest w złym miejscu, a on nadal wytrwale pracował, aby udowodnić im, jak bardzo się mylą. Jednak jednocześnie był słaby. Jakby za chwilę miał upaść i płakać. Jakby tylko udawał przed wszystkimi, że daje sobie radę. Patrząc na niego, Donghyuk miał wrażenie, że widzi siebie sprzed dwóch lat: ta sama wytrwałość, ta sama ciężka praca. Hongseok nie był zły. Ludzie go nienawidzili, a on uśmiechał się do nich i pytał, czy może pomóc. Skąd tak naprawdę wzięła się ta niechęć? Może to tylko niepotrzebne uprzedzenia uczyniły ich wrogami, którymi wcale nie musieli być.
*
- Znowu źle – krótko skomentował Hanbin taniec nowego. Kolejny raz zaczynało go irytować wieczne czekanie aż tamten się czegoś nauczy.  
- Tym razem przecież było lepiej – niespodziewanie sprzeciwił się Donghyuk. Lider spojrzał na Jinhwana, a ten tylko skinął głową na potwierdzenie tych słów. Wszyscy widzieli, że jednak robi postępy.
*
- Zostałbyś dzisiaj ze mną trochę, żeby poćwiczyć ten nowy układ? – zaproponował Hongseok swojemu tanecznemu mentorowi.
- Jasne – odparł Donghyuk bez żadnego wahania. Dziwiło go to, jak szybko przeszła mu złość. Jeszcze kilka dni temu chciał za wszelką cenę pozbyć się go ze swojego otoczenia. A teraz? Teraz zależało mu, żeby pomóc koledze, który potrzebował kogoś, kto wyciągnąłby do niego rękę. Tak jak i on kiedyś.
*
Donghyuk z uwagą śledził każdy ruch chłopaka. Był z niego dumny. Hongseok robił postępy i była w tym też jego zasługa. Już nie chciał mu tylko pomóc. Chciał, żeby razem znaleźli się w iKon. Ktoś, kto miał być jego wrogiem, stał się dla niego przyjacielem, dla którego chce się rano wstawać i walczyć. Razem mogliby być pięknym dopełnieniem zespołu: chłopak, w którego wierzą wszyscy i ten, w którego nie wierzy nikt.
*
- Mógłbyś chociaż raz zrobić coś dobrze? – wykrzyczał Hanbin w stronę Donghyuka. Chłopak kolejny raz pomylił się w nowym układzie. Był bardzo rozkojarzony. Starał się, ale jego myśli cały czas odbiegały od sali treningowej, a przynajmniej od jej dziennej wersji. Jego umysł był już na wieczornym treningu z Hongseokiem i nie ważne, jak bardzo chciał się skupić na tańcu, cały czas myślał tylko o tym.
- Komu jak komu, ale tobie powinno bardziej zależeć. Chyba, że chcesz wylecieć – dobijał go lider. Donghyuk zacisnął zęby, powstrzymując się od powiedzenia czegokolwiek. Mruknął tylko przeprosiny i znów zaczął tańczyć. Dotarła do niego waga wypowiedzianych przez Hanbina słów. Jedyne, co miał teraz w głowie to świadomość, że zawodzi swoich przyjaciół.
*
Hongseok cicho wymknął się z pokoju. Cały dorm był spowity w ciemnościach. Wychodził tak każdego wieczora, gdy wszyscy spali. Czasami chciał się czegoś napić lub poczytać, a czasami zwyczajnie potrzebował pobyć w samotności. Chłopak wziął szklankę wody i usiadł z nią w pogrążonym w ciemnościach salonie, napawając się ciszą. Jednak nie minęło kilka minut, gdy usłyszał ciche kroki. W półmroku rozpoznał sylwetkę swojego przyjaciela.
- Dong, co się stało? – zapytał, zauważając łzy spływające po policzkach chłopaka. Zerwał się z miejsca, by stanąć tuż obok niego.
- Ja… Ja się boję – wyjąkał młodszy. Hongseok nie wiedział co zrobić.
- Wytłumacz mi, co się stało?
Donghyuk spojrzał na niego oczami pełnymi łez.
- Nie dam rady. Nie dam rady tego przejść. Nie nadaję się do zespołu. Staram się, jak mogę, ale coraz bardziej boję się, że mi się nie uda. Jest coraz trudniej. Każdy się stara, a mi nawet starania nie wychodzą. Ja chce tylko spełnić swoje marzenia. Chcę, żeby tata był ze mnie dumny. Hongseok, boję się – wyrzucił z siebie chłopak, po czym wybuchnął płaczem. Wyglądał przy tym nieporadnie, niczym zagubione dziecko, bo właśnie nim był: dzieckiem, zagubionym w sytuacji, która go przerasta. Zanim Hongseok zdążył zareagować, Donghyuk objął go mocno i wtulił mokrą od łez twarz w jego szyję.
- Będzie dobrze. Zasłużyłeś na to miejsce, jak nikt inny. Pracowałeś na to ciężko przez długi czas i wszyscy to docenią. Dasz radę – powiedział cicho starszy. Jedną ręką głaskał go po włosach, jakby to miało odpędzić wszystkie złe myśli.
- Damy radę razem – delikatny głos wyszeptał prosto do ucha Hongseoka. Chłopak zadrżał, czując jego ciepły oddech na swojej skórze. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak blisko siebie się znaleźli. Zawsze o tym marzył, lecz nigdy tego nie oczekiwał. Odsunął Donghyuka od siebie, chociaż wcale nie chciał. Po prostu wiedział, że to, co przeżywał był jednostronne. Dla tego dzieciaka zawsze będzie tylko dobrym kumplem.
- Nie myśl już o tym. Spróbuj iść spać – poradził mu Hongseok. Donghyuk przetarł oczy i kiwnął głową.
- Dobranoc – powiedział nadal lekko łamiącym się głosem. Zaczął iść w stronę pokoju, jednak zatrzymał się po kilku krokach.
- Hongseok? – zapytał cicho, szukając w ciemności wzroku przyjaciela.
- Tak? – z bijącym sercem odparł starszy.
- Dziękuję, że jesteś – zakończył Donghyuk i odszedł.
Tym razem to nie on płakał.
*
Rozległy się wrzaski publiczności. Hongseok błyskawicznie ruszył w stronę przyjaciela, który klęczał na scenie. Nie widział dokładnie, co się stało, ale był pewny, że tamten zranił się podczas wykonywania przewrotu. Nie musiał go pytać, jak się czuje. Wystarczyło, że spojrzał mu w oczy, by widzieć w nich ból. Wszyscy zerwali się, żeby mu pomóc. Hongseok  nie zdążył nic powiedzieć, ani zrobić. W jednej chwili reszta zespołu zabrała ze sobą Donghyuka. Nie mógł przy nim być. Musiał patrzeć, jak inni pomagają jego jedynemu przyjacielowi, a on nie był w stanie zrobić dla niego nic, chociaż tak bardzo chciał. Odcięli go od niego. Czuł ból tak samo, jak Donghyuk, jednak tego nie mogły uleczyć żadne tabletki.
*
Hongseok ostatni raz rozglądał się po pokoju, w którym spędził ostatnie miesiące. Tliła się w nim jeszcze nadzieja, że tu wróci, jednak nawet i ona powoli zaczynała gasnąć. Nie był na tyle głupi, by wierzyć w niemożliwe. Nigdy by się nie spodziewał, że w tak krótkim czasie przyzwyczai się do tego miejsca i do tych ludzi.
- Nie przeszkadzam? – rozległ się delikatny głos Donghyuka. Chłopak wszedł i zamknął za sobą drzwi.
- Spakowany? – zapytał go z uśmiechem Hongseok. Oboje starali się udawać, że wszystko jest dobrze.
- Tak. Ale my tu wrócimy. Ja, ty, Junhoe i Yunhyeong – mówił młodszy głosem tak pewnym, że niemal wierzyło się w słuszność jego słów.
- Nie. Mnie nie będzie z wami. Wiem o tym ja, wiesz ty, wie każdy. – W krótką chwilę Hongseok rozwiał cały dobry humor. Powiedział prawdę. Jednak była ona zbyt bolesna dla nich obu.
- Nie mów tak – powiedział Dong, a głos lekko mu zadrżał. Hongseok nie był w stanie wymówić chociaż jednego słowa.
- Nie zostawiaj mnie – wyszeptał błagalnym tonem młodszy. Starał się powstrzymywać od płaczu, jednak samotna łza spłynęła mu po policzku.
- A ty nie płacz – odezwał się w końcu Hongseok. Powoli, jakby się wahając, starł kciukiem kroplę z twarzy Donghyuka. Wiedział, że to może być ostatni raz, gdy rozmawiają w cztery oczy. Chciał mu powiedzieć wszystko, co tak bardzo mu ciążyło. Chciał to wreszcie z siebie wyrzucić. Chciał. Ale nie potrafił. Spojrzał mu tylko w oczy tak, jakby już nigdy miał ich nie zobaczyć.
- Kocham cię – cichy głos wymówił te słowa, wprawiając Hongseoka w osłupienie. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, poczuł delikatne usta Donghyuka na swoich. Jak we śnie, który nagle musiał się skończyć i chociaż chce się znowu zasnąć, to już nic nie będzie takie, jak przez tą krótką chwilę.
*
Samochód z Donghyukiem skręcił, zostawiając za sobą dwa pozostałe. Chłopak kolejny raz zamykał oczy, jakby licząc, że Hongseok będzie obok, gdy je otworzy. Ale on już nigdy nie będzie przy nim. Stracił go. Chociaż tak naprawdę nigdy nie był jego.


poniedziałek, 12 stycznia 2015

공허해 - empty

Tytuł: Empty (oneshot) 
Pairing: Dongseok (Donghyuk x Hongseok, iKon) 
Typ: AU, angst
A/N: Napisałam to ff ponad rok temu, oczywiście z innym pairingiem. Po emocjach związanych z Mix & Match postanowiłam zmienić to na Dongseoka i oto jest. Moje pierwsze ff. Nie jest zbyt długie i nie jestem z niego tak do końca dumna, ale kilku osobom się podobało, więc może do czegoś się nadaje. Życzę miłego czytania! 



W klasie panował ogólny chaos. Uczniowie przekrzykiwali siebie nawzajem. Każdy wykorzystywał moment nieobecności nauczyciela. Donghyuk wszedł niezauważenie do sali i zajął swoje miejsce w pierwszej ławce. Słyszał, jak uczniowie szepczą za jego plecami, jak się śmieją. Zacisnął pięści na brzegu ławki. Nie musiał wsłuchiwać się w słowa, aby wiedzieć, że to on jest tematem żartów. Jak zawsze. Spóźniony nauczyciel wkroczył do klasy, a rozmowy ucichły. Uczniowie zajmowali swoje miejsca, szurając krzesłami. Chłopak odrobinę się rozluźnił. Wbił wzrok w tablicę i wyczekiwał, aż nauczyciel wypowie jego imię, sprawdzając listę obecności. Kolejne osoby wstawały ze swoich miejsc, mówiąc krótkie ‘obecny’.
- Kim Donghyuk – rozległ się donośny głos Koreańczyka w średnim wieku.
Chłopak wstał, szybkim ruchem poprawiając szkolny mundurek. Poczuł, jak papierowa kulka uderza go w tył głowy.
- Obecny – mruknął ledwie dosłyszalnie.
Chłopak siadając, zgarnął kulkę papieru z podłogi. Rozłożył i rozprostował ją na ławce. Ktoś narysował na niej karykaturę, przedstawiającą płaczącego chłopaka. Donghyuk zgniótł kartkę i rzucił przed siebie, nie zwracając uwagi na patrzącego w jego kierunku nauczyciela. Kilka osób w klasie zaśmiało się, sprawiając, że po policzku chłopaka spłynęła łza. Jedyne czego pragnął, to móc wreszcie stąd wyjść.

*

Donghyuk uwielbiał chodzić jesienią do jednego z parków niedaleko jego domu. Było to jedyne miejsce, w którym czuł się bezpiecznie. Nie było tam nikogo, kto mógłby się z niego wyśmiewać, żadnych prześladowców, żadnych ludzi. Tylko on, kilka drzew i jego myśli. Czyż to nie jest idealne miejsce na spędzanie czasu? Tego dnia usiadł, jak zwykle, na ławce w dalekim krańcu parku. Wyjął z plecaka książkę i zaczął ją czytać, uprzednio otulając się mocniej szalikiem. Jednak nie mógł skupić się na lekturze. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Bał się, iż mogła to być jakaś osoba ze szkoły. Powoli podniósł wzrok znad książki. Kilkanaście metrów dalej stał nieznany mu chłopak. Jego blada skóra kontrastowała z czarnym płaszczem i ciemnymi włosami. Donghyuk zadrżał, widząc go. Nieznajomy miał przerażający wzrok, niezwykle przeszywający. Jednak jednocześnie było w nim coś pociągającego. Dong znieruchomiał, gdy tajemniczy chłopak podszedł bliżej.
- Nie powinieneś siedzieć tu sam, to niebezpieczne – odezwał się. Jego głos emanował spokojem.
- Najbezpieczniejsze jakie znam – mruknął cicho Donghyuk. Nieznajomy uśmiechnął się nieznacznie.
- Widocznie nie znasz świata – powiedział, siadając na ławce obok zdezorientowanego chłopaka. Zachowywał się, jakby znali się od dawna i przypadkiem spotkali po latach.
- Nie wiem, czego chcesz, ale wolałbym, gdybyś dał mi spokój – mówił Donghyuk, pakując książkę do plecaka. Bał się, że to jakiś kumpel jego szkolnych oprawców. Pewnie odkryli, gdzie chodzi po szkole i nasłali na niego kogoś dla niepoznaki. Nieznajomy westchnął.
- Nic nie rozumiesz – zaczął. – Tacy, jak my, powinni trzymać się razem.
Wypowiadając te słowa, położył swoją zimną dłoń na odkrytym nadgarstku chłopaka. Donghyuk zadrżał, gdy poczuł ten dotyk. Spojrzał w dół. Widział cienkie blizny na bladym nadgarstku, tak bardzo podobne do tych, które znajdowały się na jego własnej skórze. Podniósł wzrok i przez krótką chwilę patrzył prosto w oczy nieznajomego chłopaka. Po jego ciele przeszły ciarki. To nie był prześladowca, raczej prześladowany. Cofnął rękę spod dłoni przybysza.
- Kim ty, do cholery, jesteś? – spytał Donghyuk, nie spuszczając oczu z twarzy nieznajomego.
- Yang Hongseok – powiedział chłopak, uśmiechając się, po czym wyciągnął rękę w geście powitania. Donghyuk niepewnie uścisnął jego dłoń.
- Nadal nie wiem, kim jesteś – mruknął Kim. Hongseok westchnął i wstał.
- Chodź – rzucił w stronę siedzącego chłopaka. Tamten tylko zaśmiał się. Nie był aż tak naiwny, żeby gdziekolwiek iść z osobą, której nie zna.
- No chodź – powtórzył Hongseok bardziej stanowczym tonem, patrząc prosto w oczy chłopaka. Donghyuk zbladł. Nie potrafił mu się sprzeciwić. Nie, gdy czuł na sobie jego spojrzenie.
- Gdzie mamy iść? – zapytał, wstając z ławki. Założył plecak i wsunął ręce w kieszenie kurtki.
- Chce Ci pokazać, kim jestem – powiedział Hongseok i powoli ruszył w kierunku wyjścia z parku. Obok niego w ciszy szedł Donghyuk. Nie rozpoznawał ulic, którymi szli. Z pewnością nie znał tej części miasta. Coraz bardziej mu się to wszystko nie podobało. Nie powinien tu być, ale… Coś mu mówiło, że robi dobrze. Wreszcie dotarli do starych, w niektórych przypadkach burzących się, magazynów i kamienic. Donghyuk poczuł, jak serce zaczyna mu szybciej bić ze strachu. To miejsce nie wyglądało przyjaźnie, a pochmurna pogoda wcale nie poprawiała tego wrażenia. Hongseok zaczął prowadzić chłopaka między rzędem kamienic do jednego z dość dobrze zachowanych magazynów. Weszli do środka poprzez na wpół przymknięte metalowe drzwi. Wewnątrz było ciemno. Światło wpływało do środka jedynie przez jedno wybite okno. Donghyuk dopiero po chwili zauważył coś wyjątkowo dziwnego. Przyjrzał się dokładnie, na wypadek, gdyby wzrok miał go zawodzić.
- Hongseok? – zaczął niepewnie Kim.
- Tak? – odpowiedział chłopak, siadając na jedynym parapecie.
- Czemu tu są znicze? – zapytał Donghyuk, odwracając wzrok w stronę towarzysza.
Hongseok uśmiechnął się do niego uroczo.
- Nie przejmuj się tym, przynosi je jakaś rodzina – odpowiedział mu. Najwidoczniej nie chciał ciągnąć tego tematu.
Donghyuk rozglądał się po wnętrzu magazynu. W kącie rozpoznał zarys łóżka z zarzuconym nań kocem. Podłogi były zniszczone i zakurzone, a ściany obdrapane. Wszędzie były porozrzucane śmieci i gazety.
- Przytulnie – mruknął sam do siebie.
- Siadaj – powiedział Hongseok, wskazując chłopakowi miejsce na parapecie obok siebie.
Posłusznie usiadł obok niego. Za oknem rozciągały się dalsze ruiny magazynów, takich jak ten, w którym się znajdowali.
- Gdzie my jesteśmy? – zapytał Donghyuk, spoglądając na swojego towarzysza.
- To miejsce jest dla mnie, jak dom – zaczął Hongseok, wbijając wzrok w podłogę. – Tylko tu jestem bezpieczny.
Donghyuk odruchowo objął chłopaka ramieniem. Czuł ból w słowach, które tamten wypowiadał. W jakiś sposób go rozumiał. Ten stary magazyn musiał być tym, czym samotna ławka w parku dla niego: ucieczką przed światem.
- Mogę zadać jeszcze kilka pytań? – nieśmiało zaczął Kim, cofając rękę.
Hongseok nic nie powiedział, jednak kiwnął głową.
- Jesteś ode mnie starszy czy młodszy? – zapytał Donghyuk, widząc jak jego towarzysz uśmiecha się nieznacznie.
- Można powiedzieć, że jestem starszy – odpowiedział krótko Hongseok.
Dong był zdezorientowany.
- Nie rozumiem – mruknął.
Yang westchnął cicho.
- Kiedyś zrozumiesz – mówił, uśmiechając się do swojego towarzysza. – Kolejne pytanie poproszę.
Donghyuk zastanawiał się przez chwilę.
- Hm… - westchnął. – Dlaczego? To nasze spotkanie. Ja nic nie…
- Nic nie rozumiesz, wiem – przerwał mu Hongseok. – Sam nie wszystko rozumiem. Po prostu czuję, że jesteśmy podobni. Zaufaj mi.
Złapał młodszego za rękę, nadając swoim słowom jeszcze większe znaczenie. Kto powiedział, że wszystko musi mieć sens?

*

Minęło kilka dni. Kilka dni, podczas których nie mógł przestać myśleć o Hongseoku. Miał przed oczami delikatne blizny chłopaka na bladym nadgarstku. Słyszał opanowany głos, mówiący, aby mu zaufał. Czuł delikatny dotyk jego zimnej dłoni. Ten obraz był tak żywy. Na tyle żywy, że miał wrażenie, jakby chłopak naprawdę był blisko niego. Nawet, gdy szedł wzdłuż szkolnych korytarzy. Może był jego aniołem stróżem? Tylko przez moment nie czuł jego obecności, jednak była to znacząca chwila. Donghyuk oparł się o parapet jednego z okien i spojrzał na zegarek wiszący przed nim. Zostały mu jeszcze 4 lekcje, jakoś to wytrzyma. Poprawił plecak i ruszył w stronę klasy, w której niedługo miał mieć zajęcia. Zdążył zrobić kilka kroków, gdy ktoś podbiegł do niego i przycisnął do parapetu, przy którym przed chwilą stał. Dong przymknął oczy z bólu, czując jak krawędź kamienia wbija mu się w plecy, jednocześnie ręka oprawcy boleśnie zaciskała się na jego ramieniu. Zadzwonił dzwonek na lekcje. Chłopak wiedział, że to będzie dla niego koniec zajęć na ten dzień. Otworzył oczy i spojrzał wprost w szeroko uśmiechnięte oblicze Hanbina.
- Co jest królewno? – zaśmiał się, a jego uścisk był coraz silniejszy. Donghyuk jęknął cicho z bólu.
- Zostaw mnie w spokoju – powiedział stanowczo.
- Czyżbyś próbował się stawiać? Nikt Ci nie pomoże, kwiatuszku – mówił Hanbin, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Wyjął z kieszeni scyzoryk, który rozłożył sprawnym ruchem. Donghyuk próbował się wyrwać, ale nie miał szans.
- Masz taką ładną buźkę – szepnął oprawca, delikatnie przesuwając ostrze po drżącym policzku swojej ofiary.
Przyjrzał się swojemu dziełu, po czym naciął skórę na ramieniu chłopaka, uprzednio rozpinając jego szkolny mundurek. Krew zabarwiła białą koszulę. Hanbin kontynuował swoje zajęcie, a Donghyuk nie był w stanie nic zrobić. Nadal czuł ból w ściskanym ramieniu, do którego teraz doszedł ten pochodzący ze świeżych ran, połączony z ciepłem wypływającej z nich krwi.
- Dlaczego nie jesteście w klasach? – rozległ się głos nauczycielki.
Donghyuk poczuł, jak uścisk na jego ramieniu odrobinę słabnie. Była to jego jedyna szansa. Gwałtownie wyrwał się swojemu oprawcy i wybiegł ze szkoły. Plecak spadał mu z jednego ramienia, zaś drugie, podobnie jak policzek, ociekało krwią. Chłopak biegł dalej, byle jak najdalej stąd. Chciał, aby Hongseok był przy nim i być może dlatego podświadomie udał się w stronę magazynów. Nie mógł pamiętać drogi, a mimo to trafił tam. Nie zgubił się w labiryncie ulic, ani w natłoku starych budowli. Bez problemu odnalazł miejsce, do którego zaprowadził go wcześniej przyjaciel. (Przyjaciel? Czy można uznać kogoś za przyjaciela, gdy zna się go tak krótko?)  Donghyuk tak, jak wtedy, wszedł przez metalowe drzwi i tak, jak wtedy, jego uwagę przyciągnęły znicze zapalone wewnątrz magazynu. Teraz było ich więcej. Chłopak wszedł do najjaśniejszego punktu budynku i rozejrzał się dookoła, ale nikogo tu nie było. Uklęknął na betonie i zaczął płakać, a łzy mieszały się z krwią na jego policzku. Schował twarz w dłoniach i trwał tak przez jakiś czas. Dookoła panowała przerażająca cisza, słychać było tylko jego ciche łkanie. Nagle Donghyuk poczuł zimne dłonie, które delikatnie złapały jego nadgarstki, zmuszając go do opuszczenia rąk z twarzy.
- Co ci się stało? – spytał cicho Hongseok, z przerażeniem przyglądając się ranom chłopaka.
- Jeden idiota w szkole, dorwał mnie i wyjął nóż i… - zaczął Donghyuk łamiącym się głosem.
- Wystarczy – przerwał mu Yang. Objął chłopaka i przyciągnął bliżej do siebie. – Tutaj nikt nie zrobi Ci krzywdy.
Trwali w uścisku, aż młodszy uspokoił się. Wtedy Hongseok odsunął przyjaciela i jeszcze raz spojrzał na niego. Przesunął kciukiem po ranie na policzku chłopaka. Nagle wstał bez słowa i wyszedł, po chwili wracając z kawałkiem materiału.
- Masz wodę? – spytał siedzącego chłopaka.
Dong kiwnął głową, wyciągnął butelkę z plecaka i rzucił w stronę Hongseoka. Tamten zręcznie złapał przedmiot i usiadł na brzegu łóżka.
- Chodź – rzucił w stronę zakrwawionego Donghyuka.
Chłopak wstał powoli i zajął miejsce obok swojego przyjaciela. Cały czas tłumił w sobie płacz. Tymczasem Hongseok zamoczył materiał i zaczął delikatnie ścierać krew z twarzy Donghyuka. Ten dopiero teraz poczuł palący ból w ramieniu i pulsowanie w policzku. Yang dokładnie wytarł twarz chłopaka i zabrał się za jego szyję. Czas mijał w ciszy. Ranny patrzył nieobecnym wzrokiem w podłogę.
- Zdejmij koszulę – rozległ się nagle głos Hongseoka.
- Co? – zapytał zdezorientowany Donghyuk, odwracając wzrok w stronę przyjaciela.
- Nie wiem, co sobie myślisz – zaczął Yang, uśmiechając się. – Ale chce ci pomóc, a nie uda mi się to, jak jesteś taki poubierany.
Donghyuk trwał przez chwilę w zamyśleniu, po czym zaczął powoli rozpinać guziki koszuli. Hongseok cierpliwie czekał, aż jego towarzysz się rozbierze. Po tym położył jedną rękę na lewym ramieniu chłopaka. W drugiej dłoni trzymał mokrą szmatkę, którą zaczął wycierać z niego krew. Donghyuk jęknął cicho, czując dotyk jego zimnej skóry na swoim ciele. Słysząc to, Yang spojrzał na twarz chłopaka i uśmiechnął się. Zawstydzony Kim odwrócił wzrok. Hongseok wrócił do swojego zajęcia, jednak teraz przesunął lewą dłoń na szyję chłopaka. Donghyuk przymknął oczy i usłyszał cichy śmiech przyjaciela.
- Jesteś niezwykle uroczy – powiedział Hongseok, odrzucając szmatkę. – A ja już skończyłem.
Dong sięgnął po zakrwawioną koszulę, gdy poczuł chłodną dłoń na swoim torsie. Spojrzał w stronę towarzysza.
- Nie – szepnął Yang, przybliżając twarz do szyi chłopaka.
Donghyuk zadrżał. Oddech Hongseoka był równie zimny, co jego dłonie. Wtedy chłopak zaczął się zastanawiać, czy ciało tamtego także jest takie chłodne. Chciał to sprawdzić. Jednak zanim zdążył cokolwiek zrobić, usta chłopaka dotknęły jego skóry. Czuł, jak zabierają całe ciepło z jego ciała. Złapał Hongseoka za ramię i odsunął od siebie. Patrzył na niego zaskoczony, podczas gdy tamten uśmiechał się tajemniczo.
- Nie bój się – szepnął Yang, znowu przybliżając się do młodszego, który znowu delikatnie go odepchnął.
- Nie boję się – zaczął zdecydowanie. Jednak, gdy napotkał wzrok towarzysza, zmienił zdanie. – No dobra, boję się.
Hongseok zaśmiał się cicho.
- Wiedziałem – powiedział, dotykając rany na policzku chłopaka. – Ale ja Cię nie skrzywdzę. Zaufaj mi.
Donghyuk westchnął, gdy przyjaciel znowu złożył pocałunek na jego szyi. Po jego ciele przeszły ciarki. Przymknął oczy, jednak po chwili usłyszał szelest materiału, co sprawiło, że gwałtownie je otworzył. Hongseok zdjął swoją koszulę, ukazując posiniaczone i poranione ciało. Dong ledwo stłumił krzyk, powodując śmiech u swojego towarzysza.
- Nie myśl teraz o tym – szeptał tamten w szyję chłopaka. – Mamy inne rzeczy na głowie.
Niewiele myśląc, Donghyuk dotknął torsu Hongseoka. Tak, jak sądził, był on zimny niczym kamień. Położył swoje dłonie na jego ramionach i przyciągnął go do siebie. Czuł, jakby znali się od wieków. Czuł, że potrzebuje jego bliskości, jak niczego innego.
*
Donghyuk nie miał pojęcia, która jest godzina. Pewnie zbliżał się wieczór, a on siedział sam w ciemnym kącie magazynu. Od kilku dni nie chodził do szkoły i możliwie jak najwięcej czasu spędzał w ruinach. Mimo, że od tych kilku dni nie spotkał Hongseoka. Cały czas czekał, ale chłopak się nie pojawił. Dong zaczynał się bać, że więcej go nie spotka.
Zamarł, gdy usłyszał kroki przy wejściu do magazynu.
- Hongseok? – szepnął z nadzieją w stronę mroku.
Jednak z ciemności wyłoniła się nieznana mu kobieta, którą jego obecność zdawała się przerażać.   Nie zważając na to, nieznajoma podeszła do zapalonych zniczy i klękając wyjęła z torebki kolejny. Po krótkie chwili wstała i udając, że nie widzi chłopaka, zbliżyła się do drzwi.
- Przepraszam – powiedział głośno Donghyuk, wstając z zakurzonego betonu.
Kobieta odwróciła twarz w jego stronę, jednak unikała jego wzroku.
- Tak? – odpowiedziała cicho.  
Chłopak uśmiechnął się do niej delikatnie, chcąc złagodzić nieprzyjemną atmosferę.
- Szukam mojego przyjaciela – zaczął. – Zawsze się tu spotykaliśmy, a od kilku dni go nie widziałem. Może go pani zna. Nazywa się Yang Hongseok.
Nieznajoma zbladła, gdy tylko usłyszała to imię. Spojrzała na Donghyuka ze łzami w oczach.
- Hongseok? – powtórzyła po nim ledwo dosłyszalnie.
- Tak – potwierdził chłopak, jednak uśmiech zniknął z jego twarzy.
Kobieta stała przez chwilę w ciszy, a gdy się w końcu odezwała, głos łamał jej się.
- Hongseok to mój syn. On… On powiesił się w tym miejscu cztery lata temu… Musiałeś coś pomylić.
- Och… Przykro mi. – Donghyuk nie był w stanie powiedzieć ani jednego słowa więcej. A kobieta również nie chciała wgłębiać się w temat, ponieważ opuściła magazyn, zanim chłopak zebrał myśli na tyle, by się odezwać.
Czy to był żart? Czy świat sobie z niego zadrwił? A może to głupi kawał Hanbina i jego bandy? Kim tak naprawdę był Hongseok? O co w tym wszystkim chodziło? Tysiące myśli gromadziło się w głowie chłopaka, aż w końcu każda z nich wypłynęła w postaci łez. I została tylko pustka. Pustka w głowie i w sercu. Donghyuk padł na ziemię, wyciągając ręce w stronę leżącego niedaleko plecaka. Złapał go i przyciągnął do siebie. Po omacku odsunął suwak bocznej kieszeni, z której wypadł nóż. Chłopak gubił się we wszystkim, ale rozumiał jedno. Hongseok nie żył. Nieważne, jak to się stało, że mógł być obok niego. Chciał być znowu przy nim. Wiedział, co musi zrobić i to był jedyny sposób. Donghyuk usiadł, ocierając łzy. Spojrzał na ostrze w swojej dłoni i przymknął oczy. Teraz to poczuł. Jego obecność. Zimna dłoń dotknęła jego ramienia.
- Nie bój się – wyszeptał głos, dla którego potrafił zrobić wszystko. – Będziemy zawsze razem. Zawsze.
Te kilka słów były dla niego obietnicą. A Yang Hongseok był osobą, której ufał ponad wszystko. Nie miał dla kogo żyć, za to miał dla kogo umierać.