wtorek, 24 marca 2015

우리 두 사람 - the two of us

Tytuł: The two of us
Pairing: Boyoun (Yibo x Seungyoun, UNIQ)
Typ: fluff
A/N: Pisane w oczekiwaniu na comeback UNIQ. Uznaje to ff oficjalnie za przeklęte, gdyż podczas pisania usunęło się aż trzy razy, przez co wyszło krótsze niż pierwotnie. Za błędy nie odpowiadam, gdyż nie sprawdzałam dokładnie. Enjoy. 

-Yibo – wymruczał w poduszkę Seungyoun, po czym z ociąganiem przewrócił się na plecy, zrzucając z siebie kołdrę. Dzisiejszy dzień miał być o wiele luźniejszy, dlatego też nie śpieszył się z wstawaniem. Nie to żeby kiedykolwiek się spieszył, po prostu tego dnia mógł się lenić bez wyrzutów sumienia.-Yibo! – wykrzyczał po chwili. Nie doczekawszy się odpowiedzi, po omacku złapał telefon, który leżał koło jego głowy i rzucił nim w łóżko obok. Liczył, że uderzy nim współlokatora, przez co tamten się obudzi, a może nawet usłyszy jakąś wiązankę przekleństw czy oburzony krzyk, tak jak to zwykle miało miejsce. Jednak tym razem odpowiedziało mu jedynie głuche klapnięcie, gdy telefon uderzył w poduszkę. Odrobinę zaskoczony, gwałtownie uniósł się do siadu, patrząc na lóżko obok. Idealnie ułożona pościel, a przede wszystkim brak chudego, zaspanego cielska bardzo rzucał się w oczy. Yibo zawsze wstawał pierwszy, lecz nie wychodził na śniadanie ani na trening sam. Dla Seungyouna było to jak zdrada, jak złamanie swego rodzaju niepisanego kodeksu.-Frajer, pewnie poszedł mi wszystko zjeść – mruknął do siebie, przecierając zaspane oczy. Wstał z łóżka, niemal przewracając się o leżącą na podłodze kołdrę i powłóczył nogami w stronę kuchni.  Nie wpadł na pomysł sprawdzenia godziny, lecz nie mogło być późno, więc był pewny, że zastanie swojego współlokatora w kuchni. Przy stole jednak siedział jedynie Wenhan, tępo patrząc się w miskę z płatkami. Seungyoun spojrzał na niego z żalem, czując niesamowite wyrzuty sumienia, że to biedne jedzenie musi być spożywane w tak pozbawiony uczuć sposób. Westchnął ze smutkiem, przypominając sobie o głównym celu swojego nagłego pojawienia się w kuchni.- Gdzie jest Yibo? Hm? – Dosyć agresywnie zapytał chłopaka, który spojrzał na niego przerażonym wzrokiem, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Wyczekiwał jakichkolwiek słów z jego strony, lecz szybko zdał sobie sprawę, że nie ma na co liczyć.-On w przeciwieństwie do ciebie jest na sali od samego rana i ćwiczy – odpowiedział nagle Sungjoo, wyglądając zza drzwi lodówki, na co Seungyoun podskoczył z głośnym piskiem. Miał wrażenie, że chłopak pojawił się w pomieszczeniu niczym duch, gdyż wcześniej go nie zauważył. Wziął kilka głębszych oddechów, po czym odkaszlnął, udając, że nic się nie wydarzyło. Podszedł do chłopaka i odepchnął go na obok, aby dostać się do lodówki.-To tylko zjem coś i idę – mruknął, przyglądając się jedzeniu i zastanawiając na co ma ochotę.-Może byś się ubrał najpierw. Chyba, że chcesz świętować urodziny w piżamie. Ja nie wnikam, to już twoja sprawa – powiedział Sungjoo, zabierając jedzenie, które sobie przygotował i zajmując miejsce przy stole obok Wenhana. Słowo ‘urodziny’ obijało się po głowie Seungyouna niczym piłka. Chłopak zamknął lodówkę i uśmiechnął się do swojego odbicia, które pojawiło się na jej lśniącej powierzchni. Z nieukrywaną przyjemnością myślał o prezentach i innych przywilejach bycia jubilatem.  -Nie zapominaj, że nie tylko ty świętujesz – upomniał go Sungjoo, nawet nie patrząc w jego stronę. Seungyoun w jednej chwili zrobił się szary, niczym jego lodówkowe odbicie. Spojrzał na pochłoniętego jedzeniem chłopaka, po czym z przerażeniem wybiegł z kuchni. Wpadł jak burza do pokoju i pośpiesznie ubrał się, wyrzucając sporą część ubrań z szafy. Złapał telefon i portfel, po czym ruszył do wyjścia, ignorując wołającego go Sungjoo, w końcu miał ważniejsze rzeczy na głowie niż jego marudzenie.*Trzymając w dłoniach małą paczkę, zawiniętą w ozdobny papier, spoglądał na zegarek wiszący na ścianie przed nim. Mijały kolejne godziny, a on nadal siedział w pustej sali, czekając na Seungyouna. Spodziewał się, że chłopak będzie spał długo, może nawet dłużej niż zwykle, dlatego poprosił Sungjoo, aby sprowadził go do sali treningowej, w razie potrzeby budząc go trochę wcześniej. Tymczasem wyglądało na to, że jego prośba została całkowicie zignorowana. Nie był zły, raczej rozczarowany, że w takim dniu siedzi sam. W momencie, gdy już chciał sobie odpuścić i wrócić do pokoju, usłyszał dziwny dźwięk dobiegający z korytarza, jakby ktoś biegł. Osoba ta musiała się bardzo spieszyć, gdyż próbowała wejść do sali zanim jeszcze otworzyła drzwi, co skończyło się hałaśliwym zderzeniem. Yibo zaśmiał się cicho, gdy usłyszał charakterystyczny jęk rozpaczy Seungyouna. Odłożył na bok niewielki prezent i ruszył pomóc przyjacielowi, który właśnie wchodził do sali, wyglądając jak uosobienie bólu i cierpienia. Chłopak spoglądał ze smutkiem na pogniecione pudełko, które trzymał w dłoniach. - Yibo! - zaczął, podnosząc wzrok na blondyna. - Długo już tu jesteś? Mam nadzieję, że nie. Nie wiedziałem, że tu czekasz. Dopiero, jak wróciłem to Sungjoo mi przekazał, żebym przyszedł tutaj. A ja tylko musiałem pójść kupić coś na twoje urodziny, bo przecież nie mogłem przyjść z pustymi rękoma. I kupiłem tort! Czekoladowy, bo lubisz czekoladę, prawda? Tyle, że chyba się trochę zniszczył teraz... Ale jakoś to naprawię! A jak nie to... Coś wymyślę! Seungyoun mówił bardzo szybko, jakby ktoś stał obok i mierzył mu czas. Yibo zaśmiał się, słysząc ten słowotok i bez słowa zabrał pudełko z jego rąk, przerywając tym wywód przyjaciela. Wewnątrz znajdowała się czekoladowa papka, dobitnie świadcząca o tym, że tort naprawdę dużo przeszedł w drodze na salę. Młodszy włożył palec do pudełka i oblizał go. - Smakuje dobrze, więc masz szczęście. Spróbuj - odparł, po czym podsunął tort bliżej niego. Seungyoun bez wahania włożył twarz w czekoladową masę. - Faktycznie bardzo smaczny - powiedział, oblizując usta. Uśmiechnął się do przyjaciela, po czym podszedł bliżej luster i przeglądając się, zaczął wycierać twarz koszulką. Yibo przyglądał się temu z nieukrywanym rozbawieniem. Odłożył zmasakrowane pudełko i sięgnął po prezent dla Seungyouna. - Ostatnio chciałeś taką, więc powinna ci się spodobać - powiedział, wręczając chłopakowi pakunek. - Dziękuję, nie spodziewałem się - odparł z nieco udawanym zdziwieniem starszy, przyjmując prezent i zaczynając go otwierać. W rzeczywistości spodziewał się, że coś dostanie, wręcz tego wyczekiwał, lecz gdyby to powiedział to mógłby zostać pozbawiony podarunku a tego nie chciał. Zdarł z paczki ozdobny papier, w którą ją zapakowano, a jego oczom ukazała się ładnie złożona, nowiutka koszulka, dokładnie ta, za którą płakał podczas ostatnich zakupów. Wtedy nie mógł jej kupić, gdyż jej cena znacząco przewyższała jego możliwości finansowe. Spojrzał na Yibo, nie kryjąc swojej radości, po czym bez wahania przebrał się w swój prezent, porzucając ubrudzoną tortem koszulkę gdzieś na podłodze. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - wykrzykiwał raz za razem, biegając i skacząc po całej sali. Szczęście musiało być ogromne, gdyż chłopak zdawał się wcale nie tracić sił. Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy niespodziewanie zahaczył koszulką o klamkę, rozdzierając materiał z boku na całej długości. Niemal ze łzami w oczach spojrzał na podarty prezent, po czym podniósł wzrok na Yibo.- To da się zszyć, prawda? - zapytał z nadzieją w głosie. Młodszy nie odpowiedział mu, jedynie z powątpiewaniem patrzył na ogromną dziurę, przez którą widać było żebra, brzuch, a nawet fragment bioder chłopaka. - Będę chodził w tym z dumą, wmawiając ludziom, że tak miało być. Dziękuję  - odparł pewnie Seungyoun, przytulając mocno Yibo w ramach podziękowania. Młodszy oparł głowę na jego ramieniu, wzdychając cicho. - Nie chce, żebyś w tym chodził. I nawet nie chodzi już o to, że wygląda to idiotycznie, a raczej o to, że nie chcę, aby ktoś widział Twoje ciało - powiedział Yibo, przesuwając dłoń po odkrytym teraz boku chłopaka. Opuszkami palców badał jego skórę, z trudem odciagając od siebie myśl, aby całkowicie zedrzeć z niego koszulkę. W odpowiedzi Seungyoun jedynie kiwnął głową. Odsunął się od blondyna, słysząc głosy Sungjoo i Yixuana blisko sali. - Przepraszam za ten prezent. Jeszcze jakoś ci się za to odpłacę, w końcu przed nami cały dzień i noc - powiedział, uśmiechając się do niego porozumiewawczo, po czym krótko pocałował jego usta, odrywając się od niego tuż przed tym, jak reszta weszła do sali, aby złożyć im życzenia. Momentalnie zrobiło się głośno i jakby bardziej tłoczno. Yibo lubił wszystkich z zespołu i nie miał nic przeciwko ich towarzystwu. Jednak zdecydowanie wolał, gdy był z Seungyounem.

Tylko ich dwoje.




niedziela, 22 marca 2015

시노시작 - little promise

Tytuł: Little promise
Pairing: Dongseok (Donghyuk x Hongseok, iKON)
Typ: angst 
A/N: To tylko krótkie i daremne ff, w które przelałam swoje emocje po skończeniu Mix&Match. 


Donghyuk patrzył wzrokiem pełnym złości w stronę wchodzącego chłopaka. Nowy trainee. Nowy wróg w walce o miejsce w zespole. Nawet nie próbował być miły dla niego. Nie miał zamiaru spoufalać się z kimś, kogo chciał wyeliminować. Patrzył uważnie, jak tamten usilnie stara się złapać kontakt z pozostałymi. Starał się skupić na jego śpiewie, ale to także mało go obchodziło.
Hongseok. Nie jesteś jednym z nas. Nigdy nie będziesz.
- Nieźle śpiewasz – zaczął Donghyuk podchodząc do nowego, a na twarzy tamtego pojawił się niezdarny uśmiech. – Ale nie zajmiesz mojego miejsca.
W jednej chwili atmosfera zrobiła się ciężka. Dong od razu opuścił salę, nie dając nowemu okazji do zareagowania. Nie miał możliwości zobaczyć pełnego smutku wyrazu twarzy Hongseoka, zmuszonego do przebywania z ludźmi, którzy odtrącili go na samym wstępie.
*
- Hongseok spróbuj znowu! – krzyczał kolejny raz Hanbin. Wszyscy byli już zirytowani czekaniem, aż nowy wreszcie nauczy się układu. Nie ważne, ile razy powtarzali kroki, on zawsze był w tyle.
- Dobra, to nie ma sensu – zaczął lider, tracąc cierpliwość. – Donghyuk, zostaniesz z nim dzisiaj i mu pomożesz.
Chłopak zamarł słysząc swoje imię. Nie dał po sobie poznać, jak bardzo był zły. Mógł to zrobić każdy, więc dlaczego on? Zgodził się tylko dlatego, że nie miał innego wyjścia.
*
- Pokazuję ci to od godziny, a ty nadal nie rozumiesz – zdenerwował się Donghyuk. Przestało go obchodzić to, że Hongseok był od niego starszy.
- Już zaczyna mi wychodzić – bronił się nowy. Dong tylko prychnął i usiadł przy komputerze, obserwując dokładnie poczynania Hongseoka.
Chłopak ze skupieniem wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze, uparcie powtarzając kroki. Było w tym coś imponującego. Wszyscy mówili mu, że jest w złym miejscu, a on nadal wytrwale pracował, aby udowodnić im, jak bardzo się mylą. Jednak jednocześnie był słaby. Jakby za chwilę miał upaść i płakać. Jakby tylko udawał przed wszystkimi, że daje sobie radę. Patrząc na niego, Donghyuk miał wrażenie, że widzi siebie sprzed dwóch lat: ta sama wytrwałość, ta sama ciężka praca. Hongseok nie był zły. Ludzie go nienawidzili, a on uśmiechał się do nich i pytał, czy może pomóc. Skąd tak naprawdę wzięła się ta niechęć? Może to tylko niepotrzebne uprzedzenia uczyniły ich wrogami, którymi wcale nie musieli być.
*
- Znowu źle – krótko skomentował Hanbin taniec nowego. Kolejny raz zaczynało go irytować wieczne czekanie aż tamten się czegoś nauczy.  
- Tym razem przecież było lepiej – niespodziewanie sprzeciwił się Donghyuk. Lider spojrzał na Jinhwana, a ten tylko skinął głową na potwierdzenie tych słów. Wszyscy widzieli, że jednak robi postępy.
*
- Zostałbyś dzisiaj ze mną trochę, żeby poćwiczyć ten nowy układ? – zaproponował Hongseok swojemu tanecznemu mentorowi.
- Jasne – odparł Donghyuk bez żadnego wahania. Dziwiło go to, jak szybko przeszła mu złość. Jeszcze kilka dni temu chciał za wszelką cenę pozbyć się go ze swojego otoczenia. A teraz? Teraz zależało mu, żeby pomóc koledze, który potrzebował kogoś, kto wyciągnąłby do niego rękę. Tak jak i on kiedyś.
*
Donghyuk z uwagą śledził każdy ruch chłopaka. Był z niego dumny. Hongseok robił postępy i była w tym też jego zasługa. Już nie chciał mu tylko pomóc. Chciał, żeby razem znaleźli się w iKon. Ktoś, kto miał być jego wrogiem, stał się dla niego przyjacielem, dla którego chce się rano wstawać i walczyć. Razem mogliby być pięknym dopełnieniem zespołu: chłopak, w którego wierzą wszyscy i ten, w którego nie wierzy nikt.
*
- Mógłbyś chociaż raz zrobić coś dobrze? – wykrzyczał Hanbin w stronę Donghyuka. Chłopak kolejny raz pomylił się w nowym układzie. Był bardzo rozkojarzony. Starał się, ale jego myśli cały czas odbiegały od sali treningowej, a przynajmniej od jej dziennej wersji. Jego umysł był już na wieczornym treningu z Hongseokiem i nie ważne, jak bardzo chciał się skupić na tańcu, cały czas myślał tylko o tym.
- Komu jak komu, ale tobie powinno bardziej zależeć. Chyba, że chcesz wylecieć – dobijał go lider. Donghyuk zacisnął zęby, powstrzymując się od powiedzenia czegokolwiek. Mruknął tylko przeprosiny i znów zaczął tańczyć. Dotarła do niego waga wypowiedzianych przez Hanbina słów. Jedyne, co miał teraz w głowie to świadomość, że zawodzi swoich przyjaciół.
*
Hongseok cicho wymknął się z pokoju. Cały dorm był spowity w ciemnościach. Wychodził tak każdego wieczora, gdy wszyscy spali. Czasami chciał się czegoś napić lub poczytać, a czasami zwyczajnie potrzebował pobyć w samotności. Chłopak wziął szklankę wody i usiadł z nią w pogrążonym w ciemnościach salonie, napawając się ciszą. Jednak nie minęło kilka minut, gdy usłyszał ciche kroki. W półmroku rozpoznał sylwetkę swojego przyjaciela.
- Dong, co się stało? – zapytał, zauważając łzy spływające po policzkach chłopaka. Zerwał się z miejsca, by stanąć tuż obok niego.
- Ja… Ja się boję – wyjąkał młodszy. Hongseok nie wiedział co zrobić.
- Wytłumacz mi, co się stało?
Donghyuk spojrzał na niego oczami pełnymi łez.
- Nie dam rady. Nie dam rady tego przejść. Nie nadaję się do zespołu. Staram się, jak mogę, ale coraz bardziej boję się, że mi się nie uda. Jest coraz trudniej. Każdy się stara, a mi nawet starania nie wychodzą. Ja chce tylko spełnić swoje marzenia. Chcę, żeby tata był ze mnie dumny. Hongseok, boję się – wyrzucił z siebie chłopak, po czym wybuchnął płaczem. Wyglądał przy tym nieporadnie, niczym zagubione dziecko, bo właśnie nim był: dzieckiem, zagubionym w sytuacji, która go przerasta. Zanim Hongseok zdążył zareagować, Donghyuk objął go mocno i wtulił mokrą od łez twarz w jego szyję.
- Będzie dobrze. Zasłużyłeś na to miejsce, jak nikt inny. Pracowałeś na to ciężko przez długi czas i wszyscy to docenią. Dasz radę – powiedział cicho starszy. Jedną ręką głaskał go po włosach, jakby to miało odpędzić wszystkie złe myśli.
- Damy radę razem – delikatny głos wyszeptał prosto do ucha Hongseoka. Chłopak zadrżał, czując jego ciepły oddech na swojej skórze. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak blisko siebie się znaleźli. Zawsze o tym marzył, lecz nigdy tego nie oczekiwał. Odsunął Donghyuka od siebie, chociaż wcale nie chciał. Po prostu wiedział, że to, co przeżywał był jednostronne. Dla tego dzieciaka zawsze będzie tylko dobrym kumplem.
- Nie myśl już o tym. Spróbuj iść spać – poradził mu Hongseok. Donghyuk przetarł oczy i kiwnął głową.
- Dobranoc – powiedział nadal lekko łamiącym się głosem. Zaczął iść w stronę pokoju, jednak zatrzymał się po kilku krokach.
- Hongseok? – zapytał cicho, szukając w ciemności wzroku przyjaciela.
- Tak? – z bijącym sercem odparł starszy.
- Dziękuję, że jesteś – zakończył Donghyuk i odszedł.
Tym razem to nie on płakał.
*
Rozległy się wrzaski publiczności. Hongseok błyskawicznie ruszył w stronę przyjaciela, który klęczał na scenie. Nie widział dokładnie, co się stało, ale był pewny, że tamten zranił się podczas wykonywania przewrotu. Nie musiał go pytać, jak się czuje. Wystarczyło, że spojrzał mu w oczy, by widzieć w nich ból. Wszyscy zerwali się, żeby mu pomóc. Hongseok  nie zdążył nic powiedzieć, ani zrobić. W jednej chwili reszta zespołu zabrała ze sobą Donghyuka. Nie mógł przy nim być. Musiał patrzeć, jak inni pomagają jego jedynemu przyjacielowi, a on nie był w stanie zrobić dla niego nic, chociaż tak bardzo chciał. Odcięli go od niego. Czuł ból tak samo, jak Donghyuk, jednak tego nie mogły uleczyć żadne tabletki.
*
Hongseok ostatni raz rozglądał się po pokoju, w którym spędził ostatnie miesiące. Tliła się w nim jeszcze nadzieja, że tu wróci, jednak nawet i ona powoli zaczynała gasnąć. Nie był na tyle głupi, by wierzyć w niemożliwe. Nigdy by się nie spodziewał, że w tak krótkim czasie przyzwyczai się do tego miejsca i do tych ludzi.
- Nie przeszkadzam? – rozległ się delikatny głos Donghyuka. Chłopak wszedł i zamknął za sobą drzwi.
- Spakowany? – zapytał go z uśmiechem Hongseok. Oboje starali się udawać, że wszystko jest dobrze.
- Tak. Ale my tu wrócimy. Ja, ty, Junhoe i Yunhyeong – mówił młodszy głosem tak pewnym, że niemal wierzyło się w słuszność jego słów.
- Nie. Mnie nie będzie z wami. Wiem o tym ja, wiesz ty, wie każdy. – W krótką chwilę Hongseok rozwiał cały dobry humor. Powiedział prawdę. Jednak była ona zbyt bolesna dla nich obu.
- Nie mów tak – powiedział Dong, a głos lekko mu zadrżał. Hongseok nie był w stanie wymówić chociaż jednego słowa.
- Nie zostawiaj mnie – wyszeptał błagalnym tonem młodszy. Starał się powstrzymywać od płaczu, jednak samotna łza spłynęła mu po policzku.
- A ty nie płacz – odezwał się w końcu Hongseok. Powoli, jakby się wahając, starł kciukiem kroplę z twarzy Donghyuka. Wiedział, że to może być ostatni raz, gdy rozmawiają w cztery oczy. Chciał mu powiedzieć wszystko, co tak bardzo mu ciążyło. Chciał to wreszcie z siebie wyrzucić. Chciał. Ale nie potrafił. Spojrzał mu tylko w oczy tak, jakby już nigdy miał ich nie zobaczyć.
- Kocham cię – cichy głos wymówił te słowa, wprawiając Hongseoka w osłupienie. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, poczuł delikatne usta Donghyuka na swoich. Jak we śnie, który nagle musiał się skończyć i chociaż chce się znowu zasnąć, to już nic nie będzie takie, jak przez tą krótką chwilę.
*
Samochód z Donghyukiem skręcił, zostawiając za sobą dwa pozostałe. Chłopak kolejny raz zamykał oczy, jakby licząc, że Hongseok będzie obok, gdy je otworzy. Ale on już nigdy nie będzie przy nim. Stracił go. Chociaż tak naprawdę nigdy nie był jego.