Tytuł: Little promise
Pairing: Dongseok (Donghyuk x Hongseok, iKON)
Typ: angst
A/N: To tylko krótkie i daremne ff, w które przelałam swoje emocje po skończeniu Mix&Match.
Donghyuk patrzył
wzrokiem pełnym złości w stronę wchodzącego chłopaka. Nowy trainee. Nowy wróg w
walce o miejsce w zespole. Nawet nie próbował być miły dla niego. Nie miał
zamiaru spoufalać się z kimś, kogo chciał wyeliminować. Patrzył uważnie, jak
tamten usilnie stara się złapać kontakt z pozostałymi. Starał się skupić na
jego śpiewie, ale to także mało go obchodziło.
Hongseok.
Nie jesteś jednym z nas. Nigdy nie będziesz.
- Nieźle śpiewasz –
zaczął Donghyuk podchodząc do nowego, a na twarzy tamtego pojawił się niezdarny
uśmiech. – Ale nie zajmiesz mojego miejsca.
W jednej chwili
atmosfera zrobiła się ciężka. Dong od razu opuścił salę, nie dając nowemu
okazji do zareagowania. Nie miał możliwości zobaczyć pełnego smutku wyrazu
twarzy Hongseoka, zmuszonego do przebywania z ludźmi, którzy odtrącili go na
samym wstępie.
*
- Hongseok spróbuj
znowu! – krzyczał kolejny raz Hanbin. Wszyscy byli już zirytowani czekaniem, aż
nowy wreszcie nauczy się układu. Nie ważne, ile razy powtarzali kroki, on
zawsze był w tyle.
- Dobra, to nie ma
sensu – zaczął lider, tracąc cierpliwość. – Donghyuk, zostaniesz z nim dzisiaj
i mu pomożesz.
Chłopak zamarł słysząc
swoje imię. Nie dał po sobie poznać, jak bardzo był zły. Mógł to zrobić każdy,
więc dlaczego on? Zgodził się tylko dlatego, że nie miał innego wyjścia.
*
- Pokazuję ci to od
godziny, a ty nadal nie rozumiesz – zdenerwował się Donghyuk. Przestało go
obchodzić to, że Hongseok był od niego starszy.
- Już zaczyna mi
wychodzić – bronił się nowy. Dong tylko prychnął i usiadł przy komputerze,
obserwując dokładnie poczynania Hongseoka.
Chłopak ze skupieniem
wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze, uparcie powtarzając kroki. Było w tym
coś imponującego. Wszyscy mówili mu, że jest w złym miejscu, a on nadal
wytrwale pracował, aby udowodnić im, jak bardzo się mylą. Jednak jednocześnie
był słaby. Jakby za chwilę miał upaść i płakać. Jakby tylko udawał przed
wszystkimi, że daje sobie radę. Patrząc na niego, Donghyuk miał wrażenie, że
widzi siebie sprzed dwóch lat: ta sama wytrwałość, ta sama ciężka praca.
Hongseok nie był zły. Ludzie go nienawidzili, a on uśmiechał się do nich i
pytał, czy może pomóc. Skąd tak naprawdę wzięła się ta niechęć? Może to tylko
niepotrzebne uprzedzenia uczyniły ich wrogami, którymi wcale nie musieli być.
*
- Znowu źle – krótko
skomentował Hanbin taniec nowego. Kolejny raz zaczynało go irytować wieczne
czekanie aż tamten się czegoś nauczy.
- Tym razem przecież
było lepiej – niespodziewanie sprzeciwił się Donghyuk. Lider spojrzał na
Jinhwana, a ten tylko skinął głową na potwierdzenie tych słów. Wszyscy
widzieli, że jednak robi postępy.
*
- Zostałbyś dzisiaj ze
mną trochę, żeby poćwiczyć ten nowy układ? – zaproponował Hongseok swojemu
tanecznemu mentorowi.
- Jasne – odparł
Donghyuk bez żadnego wahania. Dziwiło go to, jak szybko przeszła mu złość. Jeszcze
kilka dni temu chciał za wszelką cenę pozbyć się go ze swojego otoczenia. A
teraz? Teraz zależało mu, żeby pomóc koledze, który potrzebował kogoś, kto
wyciągnąłby do niego rękę. Tak jak i on kiedyś.
*
Donghyuk z uwagą
śledził każdy ruch chłopaka. Był z niego dumny. Hongseok robił postępy i była w
tym też jego zasługa. Już nie chciał mu tylko pomóc. Chciał, żeby razem
znaleźli się w iKon. Ktoś, kto miał być jego wrogiem, stał się dla niego
przyjacielem, dla którego chce się rano wstawać i walczyć. Razem mogliby być
pięknym dopełnieniem zespołu: chłopak, w którego wierzą wszyscy i ten, w
którego nie wierzy nikt.
*
- Mógłbyś chociaż raz
zrobić coś dobrze? – wykrzyczał Hanbin w stronę Donghyuka. Chłopak kolejny raz
pomylił się w nowym układzie. Był bardzo rozkojarzony. Starał się, ale jego
myśli cały czas odbiegały od sali treningowej, a przynajmniej od jej dziennej
wersji. Jego umysł był już na wieczornym treningu z Hongseokiem i nie ważne,
jak bardzo chciał się skupić na tańcu, cały czas myślał tylko o tym.
- Komu jak komu, ale
tobie powinno bardziej zależeć. Chyba, że chcesz wylecieć – dobijał go lider.
Donghyuk zacisnął zęby, powstrzymując się od powiedzenia czegokolwiek. Mruknął
tylko przeprosiny i znów zaczął tańczyć. Dotarła do niego waga wypowiedzianych
przez Hanbina słów. Jedyne, co miał teraz w głowie to świadomość, że zawodzi
swoich przyjaciół.
*
Hongseok cicho wymknął
się z pokoju. Cały dorm był spowity w ciemnościach. Wychodził tak każdego
wieczora, gdy wszyscy spali. Czasami chciał się czegoś napić lub poczytać, a
czasami zwyczajnie potrzebował pobyć w samotności. Chłopak wziął szklankę wody
i usiadł z nią w pogrążonym w ciemnościach salonie, napawając się ciszą. Jednak
nie minęło kilka minut, gdy usłyszał ciche kroki. W półmroku rozpoznał sylwetkę
swojego przyjaciela.
- Dong, co się stało? –
zapytał, zauważając łzy spływające po policzkach chłopaka. Zerwał się z
miejsca, by stanąć tuż obok niego.
- Ja… Ja się boję –
wyjąkał młodszy. Hongseok nie wiedział co zrobić.
- Wytłumacz mi, co się
stało?
Donghyuk spojrzał na
niego oczami pełnymi łez.
- Nie dam rady. Nie dam
rady tego przejść. Nie nadaję się do zespołu. Staram się, jak mogę, ale coraz
bardziej boję się, że mi się nie uda. Jest coraz trudniej. Każdy się stara, a
mi nawet starania nie wychodzą. Ja chce tylko spełnić swoje marzenia. Chcę,
żeby tata był ze mnie dumny. Hongseok, boję się – wyrzucił z siebie chłopak, po
czym wybuchnął płaczem. Wyglądał przy tym nieporadnie, niczym zagubione
dziecko, bo właśnie nim był: dzieckiem, zagubionym w sytuacji, która go
przerasta. Zanim Hongseok zdążył zareagować, Donghyuk objął go mocno i wtulił
mokrą od łez twarz w jego szyję.
- Będzie dobrze.
Zasłużyłeś na to miejsce, jak nikt inny. Pracowałeś na to ciężko przez długi
czas i wszyscy to docenią. Dasz radę – powiedział cicho starszy. Jedną ręką
głaskał go po włosach, jakby to miało odpędzić wszystkie złe myśli.
- Damy radę razem –
delikatny głos wyszeptał prosto do ucha Hongseoka. Chłopak zadrżał, czując jego
ciepły oddech na swojej skórze. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak
blisko siebie się znaleźli. Zawsze o tym marzył, lecz nigdy tego nie oczekiwał.
Odsunął Donghyuka od siebie, chociaż wcale nie chciał. Po prostu wiedział, że
to, co przeżywał był jednostronne. Dla tego dzieciaka zawsze będzie tylko
dobrym kumplem.
- Nie myśl już o tym.
Spróbuj iść spać – poradził mu Hongseok. Donghyuk przetarł oczy i kiwnął głową.
- Dobranoc – powiedział
nadal lekko łamiącym się głosem. Zaczął iść w stronę pokoju, jednak zatrzymał
się po kilku krokach.
- Hongseok? – zapytał
cicho, szukając w ciemności wzroku przyjaciela.
- Tak? – z bijącym
sercem odparł starszy.
- Dziękuję, że jesteś –
zakończył Donghyuk i odszedł.
Tym razem to nie on
płakał.
*
Rozległy się wrzaski
publiczności. Hongseok błyskawicznie ruszył w stronę przyjaciela, który klęczał
na scenie. Nie widział dokładnie, co się stało, ale był pewny, że tamten zranił
się podczas wykonywania przewrotu. Nie musiał go pytać, jak się czuje.
Wystarczyło, że spojrzał mu w oczy, by widzieć w nich ból. Wszyscy zerwali się,
żeby mu pomóc. Hongseok nie zdążył nic
powiedzieć, ani zrobić. W jednej chwili reszta zespołu zabrała ze sobą
Donghyuka. Nie mógł przy nim być. Musiał patrzeć, jak inni pomagają jego
jedynemu przyjacielowi, a on nie był w stanie zrobić dla niego nic, chociaż tak
bardzo chciał. Odcięli go od niego. Czuł ból tak samo, jak Donghyuk, jednak
tego nie mogły uleczyć żadne tabletki.
*
Hongseok ostatni raz
rozglądał się po pokoju, w którym spędził ostatnie miesiące. Tliła się w nim
jeszcze nadzieja, że tu wróci, jednak nawet i ona powoli zaczynała gasnąć. Nie
był na tyle głupi, by wierzyć w niemożliwe. Nigdy by się nie spodziewał, że w
tak krótkim czasie przyzwyczai się do tego miejsca i do tych ludzi.
- Nie przeszkadzam? –
rozległ się delikatny głos Donghyuka. Chłopak wszedł i zamknął za sobą drzwi.
- Spakowany? – zapytał
go z uśmiechem Hongseok. Oboje starali się udawać, że wszystko jest dobrze.
- Tak. Ale my tu
wrócimy. Ja, ty, Junhoe i Yunhyeong – mówił młodszy głosem tak pewnym, że niemal
wierzyło się w słuszność jego słów.
- Nie. Mnie nie będzie
z wami. Wiem o tym ja, wiesz ty, wie każdy. – W krótką chwilę Hongseok rozwiał
cały dobry humor. Powiedział prawdę. Jednak była ona zbyt bolesna dla nich obu.
- Nie mów tak –
powiedział Dong, a głos lekko mu zadrżał. Hongseok nie był w stanie wymówić
chociaż jednego słowa.
- Nie zostawiaj mnie –
wyszeptał błagalnym tonem młodszy. Starał się powstrzymywać od płaczu, jednak
samotna łza spłynęła mu po policzku.
- A ty nie płacz –
odezwał się w końcu Hongseok. Powoli, jakby się wahając, starł kciukiem kroplę
z twarzy Donghyuka. Wiedział, że to może być ostatni raz, gdy rozmawiają w
cztery oczy. Chciał mu powiedzieć wszystko, co tak bardzo mu ciążyło. Chciał to
wreszcie z siebie wyrzucić. Chciał. Ale nie potrafił. Spojrzał mu tylko w oczy
tak, jakby już nigdy miał ich nie zobaczyć.
- Kocham cię – cichy
głos wymówił te słowa, wprawiając Hongseoka w osłupienie. Zanim zdążył
cokolwiek powiedzieć, poczuł delikatne usta Donghyuka na swoich. Jak we śnie, który
nagle musiał się skończyć i chociaż chce się znowu zasnąć, to już nic nie
będzie takie, jak przez tą krótką chwilę.
*
Samochód z Donghyukiem
skręcił, zostawiając za sobą dwa pozostałe. Chłopak kolejny raz zamykał oczy,
jakby licząc, że Hongseok będzie obok, gdy je otworzy. Ale on już nigdy nie
będzie przy nim. Stracił go. Chociaż tak naprawdę nigdy nie był jego.
ASDFHJKLASDFGHJKASDFGHJASDFGHJKLASDFGHJKL THAT WAS SO GOOD omg tylko to "kocham cię" mi się jakoś nie spodobało, ale poza tym ASDFGHJKL no piękny ff >___< i like it so much~
OdpowiedzUsuńASDFHJKLASDFGHJKASDFGHJASDFGHJKLASDFGHJKL THAT WAS SO GOOD omg tylko to "kocham cię" mi się jakoś nie spodobało, ale poza tym ASDFGHJKL no piękny ff >___< i like it so much~
OdpowiedzUsuń